DIVEROUT
Powrót do bloga
Aminath 'Ami' Rasheed

Safari nurkowe na egipskim Morzu Czerwonym: Najlepsza relacja ceny do jakości na trasie BDE

Zamień niebotyczne ceny luksusowego nurkowania na surowy balet głębokich wód Egiptu. Dowiedz się, dlaczego trasa BDE oferuje najlepsze wrażenia na safari nurkowym na świecie.

Safari nurkowe na egipskim Morzu Czerwonym: Najlepsza relacja ceny do jakości na trasie BDE

Pustynny wiatr znad egipskiego wybrzeża uderza niczym podmuch z pieca hutniczego. Wysusza usta w ułamku sekundy, gdy tylko wyjdziesz na tekowy pokład łodzi safari. Drobny, szorstki piasek wdziera się w ciężkie, plastikowe zamki skafandra. Słońce jest bezlitosne dla odsłoniętej skóry. Nagle słyszysz dźwięk dzwonka wzywającego na nurkowanie. Podchodzisz do krawędzi, bierzesz wdech z automatu, robisz krok wykroczny (giant stride) z platformy i... woda cię uderza. To nagłe, szokujące objęcie krystalicznego indygo. Suche, duszące gorąco znika natychmiast. Stajesz się nieważki w wodzie tak intensywnie przejrzystej, że czujesz się, jakbyś szybował nad obcą planetą.

Jako Cruise Director na Malediwach, muszę przyznać, że jestem niesamowicie rozpieszczona. Dni pracy spędzam w otoczeniu luksusowych, lśniących drewnem kabin i łagodnych olbrzymów z zatoki Hanifaru. Moi goście słono płacą za ten aksamitny dotyk luksusu Oceanu Indyjskiego. Pragną ciepłych ręczników i szampana o zachodzie słońca. Ale kiedy moi właśni nurkowi kompani, ci twardzi, naznaczeni solą divemasterzy, którzy żyją dla silnych prądów, pytają mnie, gdzie się udać, by zaznać niesamowitej gęstości akcji pelagicznej bez czyszczenia konta bankowego, kieruję ich prosto nad Morze Czerwone. A konkretnie: mówię im, by zarezerwowali egipską trasę BDE.

Ekonomia błękitnej otchłani

Będę brutalnie szczera w kwestii obecnego stanu branży nurkowej. Nurkowanie z segmentu high-end stało się absurdalnie drogie. Można z łatwością wydać pięć tysięcy dolarów na standardowy tydzień w wielu odległych, tropikalnych miejscach. Egipt całkowicie zmienia te zasady gry. Morze Czerwone oferuje to, co uważam za najwyższy zwrot z inwestycji w całym nurkowym świecie. Otrzymujesz profesjonalizm doskonale naoliwionej machiny safari nurkowego za ułamek ceny, którą zapłaciłbyś na Pacyfiku czy na moich rodzimych wodach.

Dlaczego jest to tak przystępne cenowo? Infrastruktura jest ogromna. Setki łodzi wypływają z Hurghady i Port Ghalib. Ta intensywna konkurencja obniża ceny i jednocześnie podnosi standard gościnności na niesamowicie wysoki poziom. Po długim, wyczerpującym nurkowaniu czeka na ciebie świeży sok z mango. Dostajesz gorące ręczniki na pokładzie. Masz przewodników, którzy znają tabele pływów i cykle księżycowe tak intymnie, jak ja znam kanały wlotowe atolu Baa. Luksus nie zawsze wymaga zaciągania drugiego kredytu hipotecznego. Czasem wymaga po prostu wiedzy, gdzie szukać, i gotowości do lotu w samo serce pustyni.

A sleek dive boat

Balet BDE

Jeśli chcesz poczuć prawdziwy smak Morza Czerwonego, nie zostajesz przy brzegu. Przybrzeżne rafy są zbyt zatłoczone. Musisz ruszyć na środek morza. Klasyczna trasa BDE (Brothers, Daedalus, Elphinstone) to swoisty rytuał przejścia dla poważnych nurków. Te trzy pełnomorskie parki narodowe leżą dokładnie na drodze potężnych, niezakłóconych prądów oceanicznych. Są niczym magnesy dla życia morskiego.

Ostrzegam jednak, że nie jest to trasa dla początkujących. Egipskie prawo wymaga minimum pięćdziesięciu zalogowanych nurkowań, by móc odwiedzić te konkretne miejsca, i to nie bez powodu. Tutejsze prądy nie dbają o twój komfort.

Podróż do parków morskich zazwyczaj zaczyna się późnym popołudniem. Łódź zostawia w tyle zakurzone wybrzeże i rusza na wschód, w stronę ciemniejącego morza. To pierwsze nocne przejście może być wyjątkowo trudne. Morze Czerwone słynie z krótkiej, ostrej fali, która potrafi trzaskać drzwiami kabin, wylewać wodę ze szklanek i wystawiać na próbę najsilniejsze „morskie nogi”. Ale rano budzi cię dźwięk silników schodzących z obrotów. Czujesz bogaty aromat ciemno palonego espresso niosący się z kambuza. Wyglądasz przez bulaj i widzisz tylko bezkresny błękit oraz samotną, odizolowaną latarnię morską stojącą na maleńkim skrawku skały. Dotarłeś na miejsce.

Wyspy Brothers

Big Brother i Little Brother to zaledwie drobne odłamki skał przebijające powierzchnię. Pod lustrem wody są to jednak pionowe ściany zdobione olśniewającymi koralami miękkimi. Mam ogromny szacunek do tutejszych wraków. Numidia (potężny statek transportowy, który uderzył w rafę w 1901 roku) oraz Aida przylegają do pionowych zboczy Big Brothera. Nurkowanie na nich przypomina kontrolowane spadanie. Dryfujesz obok powykręcanych metalowych konstrukcji. Drewniane pokłady zgniły dekady temu, ale stalowe żebra są całkowicie porośnięte fioletowymi i pomarańczowymi koralami alcyonaria. Ślizgasz się przez szkielety statków, jednym okiem cały czas lustrując błękitną toń w poszukiwaniu przepływających kosogonów.

Little Brother jest znacznie mniejszą formacją, ale uderza z ogromną siłą. Prąd gwałtownie rozdziela się na północnym cyplu, tworząc strefę wysokiej energii, gdzie gromadzą się polujące karanksy żółtopłetwe i szare rekiny rafowe. Wejście w ten nurt wymaga nienagannej techniki negatywnego wejścia (negative entry). Czujesz ostry zapach spalin silnika zaburtowego zodiaka. Kierowca krzyczy „Go!”, a ty opróżniasz BCD, robisz fikołka w tył i mocno pracujesz płetwami w stronę ściany rafy, czując smak niespalonego paliwa zmieszanego z morską bryzą. Tu nie ma miejsca na czekanie na powierzchni. Jeśli opóźnisz zanurzenie, prąd porwie cię w otwartą toń i twoje nurkowanie skończy się, zanim w ogóle się zacznie.

Uwielbiam tę surową, kinetyczną energię. Na Malediwach czytamy kalendarz księżycowy, by przewidzieć przypływy w kanałach. Tutaj ocean porusza się ze stałą, nieustępliwą siłą, która odziera cię z ego. To zmusza cię, byś stał się lepszym nurkiem. Uczysz się chować blisko koralowców. Wykorzystujesz mikrozawirowania, by oszczędzać powietrze. Obserwujesz pelagiczny balet rozgrywający się zaledwie na wyciągnięcie ręki.

Rafa Daedalus

Sto kilometrów na południe od Brothers leży Daedalus. Słynie z charakterystycznej latarni morskiej zbudowanej przez Brytyjczyków w latach 60. XIX wieku oraz z rezydentnej populacji głowomłotów tropikalnych. O świcie wyskakujesz z zodiaka. Woda ma głęboki, nastrojowy odcień zmierzchowego błękitu. Opadasz prosto na trzydzieści metrów i czekasz.

To tutaj testowana jest twoja kontrola pływalności. Musisz zawisnąć w toni, z dala od ściany rafy, ale wystarczająco blisko, by móc do niej wrócić, jeśli prąd się zmieni. Jeśli warunki dopiszą, z mroku wyłaniają się głowomłoty. Ich ruch jest powolny i celowy. Przesuwają się tam i z powrotem na granicy widoczności. Nieświadomie wstrzymujesz oddech. Nie chcesz, by głośny, dudniący dźwięk wydychanych bąbelków przerwał ten czar. Widok stada pięćdziesięciu głowomłotów zarysowanych na tle porannego słońca to obraz, który trwale zmienia chemię mózgu.

Bezpieczeństwo jest tu najważniejsze. Każdy nurek musi posiadać bojkę sygnalizacyjną (SMB). Jeśli oddzielisz się od grupy w toni, ten nadmuchiwany pomarańczowy rękaw jest twoją jedyną linią życia łączącą cię z zodiakami czekającymi na wzburzonej powierzchni.

A school of hammerhead sharks

Rafa Elphinstone

Elphinstone to rafa w kształcie cygara, słynąca z agresywnych, szybkich dryfów. Wskakujesz na północnym plateau, szybko się zanurzasz i pozwalasz, by ocean cię poniósł. Prędkość poruszającej się wody jest tu ekscytująca. To autostrada składników odżywczych, która karmi wszystko na swojej drodze.

Na południowym krańcu rafa opada ku głębokiemu, poszarpanemu plateau. Poniżej pięćdziesięciu metrów znajduje się słynny łuk wyrzeźbiony w żywej skale. Nurkowie techniczni z ciężkimi twinsetami i butlami z trimiksem spływają w tę ciemność, ale nawet nurkowie rekreacyjni, wiszący bezpiecznie na dwudziestu pięciu metrach, czują ogromną skalę tego uskoku. Ściana rafy po prostu znika w czarnej otchłani. Spoglądanie w tę przepaść daje wyraźne, oszałamiające poczucie zawrotu głowy (vertigo). To dobitne przypomnienie o ogromnej masie wody przemieszczającej się przez to morze.

Władca otwartych wód

Nie można mówić o trasie BDE, nie wspominając o Carcharhinus longimanus. Rekin długopłetwy jest niekwestionowanym władcą tych pełnomorskich raf. Nie przypominają one płochliwych rekinów rafowych czarnopłetwych z płytkich lagun. Są dociekliwe. Są odważne. Władają górnymi dziesięcioma metrami słupa wody.

Pamiętam nurkowanie późnym popołudniem na Elphinstone kilka lat temu. Wisieliśmy w toni na pięciu metrach, odbywając obowiązkowy przystanek bezpieczeństwa. Powierzchnia nad nami była wzburzona. Kątem oka dostrzegłam charakterystyczne, nienaturalnie duże, nakrapiane na biało płetwy piersiowe. Samica rekina długopłetwego krążyła wokół naszej grupy. Nie uciekła, gdy odwróciliśmy się w jej stronę. Zmniejszała dystans z płynną, przerażającą gracją.

Nurkowanie z longimanusem wymaga ścisłego protokołu. Pozostajesz w pozycji pionowej, by wydawać się większym. Trzymasz ręce blisko klatki piersiowej. Utrzymujesz nieprzerwany kontakt wzrokowy. Nigdy, przenigdy nie odpływasz gwałtownie.

Podpłynęła na wyciągnięcie ręki od mojej maski. Jej oko było zimnym, kalkulującym, czarnym dyskiem. To nie było bezmyślne, puste spojrzenie. Ona aktywnie nas oceniała, przetwarzając nasze sygnały elektryczne, decydując, czy jesteśmy ranną ofiarą, czy niezdarnymi drapieżnikami szczytowymi. Istnieje specyficzny rodzaj lodowatej adrenaliny, która zalewa żyły, gdy drapieżnik takiego kalibru patrzy prosto przez ciebie. To uczy pokory. Przypomina ci dokładnie, gdzie jest twoje miejsce w łańcuchu pokarmowym.

Oceanic whitetip shark

Feeria barw w głębinach

Pomiędzy mrożącymi krew w żyłach spotkaniami z rekinami, sama rafa domaga się twojej pełnej uwagi. Wysokie zasolenie Morza Czerwonego sprawia, że widoczność często przekracza czterdzieści metrów. Ta klarowność wody działa jak gigantyczne szkło powiększające dla struktur koralowych.

Pionowe ściany Daedalusa i Brothers ociekają koralami miękkimi Dendronephthya. Jestem przyzwyczajona do potężnych, wiekowych ogrodów koralowców twardych na Oceanie Indyjskim, ale ilość miękkich, kołyszących się różów, czerwieni i fioletów w Egipcie jest zdumiewająca. Gdy prąd przypływu przybiera na sile, korale te pompują się wodą morską. Rozkwitają w gęsty, tętniący życiem las. Tysiące maleńkich antyasów śmiga między gałęziami w chaotycznych pomarańczowych chmurach, chwytając mikroskopijny plankton. To kompletny wizualny przesyt, od którego bolą oczy w najlepszy możliwy sposób.

Soft corals and anthias

Bilans zysków

Aby naprawdę zrozumieć, dlaczego wysyłam moich najbardziej wymagających nurkowych przyjaciół do Egiptu, trzeba spojrzeć na liczby. Porównajmy typowe luksusowe safari na moich rodzimych Malediwach z podobnej klasy jednostką pływającą na trasie BDE w Morzu Czerwonym. Obie oferują wyjątkową obsługę, komfortowe, klimatyzowane kabiny, przestronne pokłady nurkowe i pełne zaplecze nitroxowe. Jednak różnica w wydatkach z własnej kieszeni jest ogromna.

CechaEgipskie Morze Czerwone (BDE)Malediwy (Atole Centralne)
Średni koszt (7 nocy)1 200, 1 800 USD2 500, 4 000 USD
Wymagane doświadczenie50 nurkowań (Advanced)Open Water (zależnie od trasy)
Główne atrakcjeRekiny długopłetwe, Głowomłoty, Korale miękkie, WrakiManty, Rekiny wielorybie, Dryfy w kanałach
Temperatura wody22°C, 29°C (sezonowo)28°C, 30°C (cały rok)
Widoczność30, 40+ metrów15, 30 metrów
Styl nurkowaniaGłębokie ściany, toń, negatywne wejściaKanały, płytkie stacje czyszczenia, haki rafowe
Najlepszy sezon na pelagikiWrzesień, ListopadSierpień, Listopad

Otrzymujesz światowej klasy, przyprawiające o szybsze bicie serca nurkowanie z pelagikami za mniej niż połowę ceny standardowych tropikalnych wakacji.

Jedynym realnym haczykiem jest temperatura wody. Na Malediwach nurkuję w cienkiej koszulce z lycry. W Morzu Czerwonym w listopadzie, odczuwalna temperatura podczas powrotu zodiakiem na statek-matkę sprawi, że będziesz trząść się z zimna. Twoje zęby będą szczękać. Potrzebujesz wysokiej jakości pięciomilimetrowego skafandra ze zintegrowanym kapturem i bezwzględnie musisz mieć ciężką, podszytą polarem wiatrówkę czekającą na łodzi. Sól wysycha na skórze błyskawicznie w pustynnym wietrze, zostawiając napiętą, swędzącą skorupę na twarzy. Ale ten lekki dyskomfort fizyczny to bardzo niska cena za spektakularne widowisko dziejące się pod powierzchnią.

Safari na Morzu Czerwonym ma swój unikalny, uzależniający rytm. Budzisz się w całkowitych ciemnościach. Pijesz szota mocnego espresso. Wciągasz zimny, wilgotny skafander. Wskakujesz do wzburzonego morza, gdy słońce jest jeszcze tylko krwistoczerwoną smugą na wschodnim horyzoncie. Spędzasz cały dzień, śledząc krawędzie pionowych ścian. Czujesz charakterystyczny, gumowy zapach schnącego neoprenu piekącego się na górnym pokładzie w popołudniowym słońcu. Obserwujesz pustynne gwiazdy wyłaniające się nad pustym oceanem, mile od rozpraszających świateł wybrzeża.

Trasa BDE zmusza cię do poświęcenia oceanowi całkowitej uwagi. Prądy są dzikie i nieprzewidywalne. Rekiny wymagają najwyższego szacunku. Uskoki opadają w otchłań, która całkowicie pochłania światło. To środowisko, które wymusza pełną koncentrację, oferując w zamian najbardziej uderzające spotkania morskie dostępne dzisiaj, nie żądając przy tym fortuny. Spakuj bojkę, zabierz grubą piankę i przygotuj się na prąd. Głębokie ściany czekają na ciebie.