DIVEROUT
Powrót do bloga
Mateo Vargas

Nurkowanie na Galapagos: Oceaniczne Heavy Metal Darwina

Zapomnij o spokojnej, błękitnej tafli. Galapagos uderzy w ciebie lodowatymi termoklinami i prądami jak w pralce. Tu zapracujesz na swoje płetwy.

Nurkowanie na Galapagos: Oceaniczne Heavy Metal Darwina

Przewrót w tył. Uderzenie o wodę. Opróżnij całkowicie BCD. Płyniesz ostro w dół, prosto w czerń.

Masz dokładnie pięć sekund, żeby przebić się pod wzburzoną powierzchnię, zanim prąd porwie cię na otwarty Pacyfik. Nie ma liny kotwicznej. Nie ma łagodnego zanurzania. Spadasz. Woda uderza cię w twarz jak mokra, betonowa płyta. Czternaście stopni Celsjusza. Zimno przeszywa neoprenowy kaptur i wbija się prosto w szczękę. Czujesz sól, starą gumę z automatu i metaliczny posmak własnej adrenaliny.

Witaj na Galapagos.

To nie są wakacje. Nie przyjeżdżasz tu, żeby unosić się nad ładnymi ogrodami koralowymi czy robić zdjęcia makro ślimakom nagoskrzelnym. Przyjeżdżasz tutaj, by zmierzyć się z oceanicznym heavy metalem. Przyjeżdżasz, by przyjąć razy od potężnego przyboju (surge), oślepnąć w gwałtownych upwellingach i dać się targać prądom, które przypominają rozpędzony pociąg towarowy. Pacyfik jest tutaj brutalny. Jest nieokiełznany. Wymaga absolutnej sprawności fizycznej. Jeśli jesteś słaby, ocean to obnaży. Jeśli wpadniesz w panikę, ocean cię pochłonie.

Nurkujemy dokładnie tam, gdzie ścierają się płyty tektoniczne i zderzają potężne prądy oceaniczne. Prąd Humboldta niesie lodowatą, bogatą w składniki odżywcze wodę z Antarktydy. Prąd Cromwella uderza w wulkaniczne skały od zachodu. Prąd Panamski dorzuca do tego wszystkiego ciepłe, tropikalne masy wód. Rezultatem jest gwałtowna, chaotyczna strefa mieszania.

Nazywamy to pralką (washing machine).

Nurek trzymający się wulkanicznej skały

Darwinowski Projekt

Znosisz zimno. Walczysz z prądami. Cierpisz z powodu poobijanych kłykci od trzymania się skał pokrytych pąklami. Robisz to wszystko, bo nagroda to absolutny obłęd. Czysta biomasa w tych wodach rozsadza mózg. Nie szukamy małych stworzeń. Szukamy gigantów.

Ściana mięśni

Daleko na północy leżą wyspa Wolf i Filary Ewolucji. Słynny łuk skalny zawalił się w 2021 roku, ale pod wodą ta strefa pozostaje niekwestionowanym szczytem nurkowania pelagicznego.

Schodzisz na dwadzieścia pięć metrów. Znajdujesz skałę. Trzymasz się. Czekasz.

Uderza cię termoklina. Temperatura wody spada o pięć stopni w ciągu kilku sekund. Widoczność siada. Woda zmienia się w gęstą, zieloną zupę. Wtedy pojawiają się cienie.

Głowomłoty tropikalne. Nie dziesięć. Nie dwadzieścia. Setki.

Płyną w potężnej, nachodzącej na siebie formacji, która przysłania słońce. Wyglądają jak prehistoryczne myśliwce. Grube, szare cielska, szerokie ogony, oczy osadzone na tych dziwacznych cefalofoilach (cephalofoils). Mają za nic prąd wody. Przemykają bez wysiłku przez wodę, która akurat próbuje zerwać ci maskę z twarzy. Patrzysz, jak skręcają i napinają mięśnie. Przypływają do stacji czyszczących, by pozwolić ustniczkom wybierać pasożyty ze skóry. Klęczysz w rumowisku, marznąc i ciężko oddychając, obserwując rzekę drapieżników przepływającą nad twoją głową. To sprawia, że czujesz się niesamowicie mały. Żyję właśnie dla tego uczucia.

Kuzyni Godzilli

Przenosimy się do Cabo Douglas na zachodnim brzegu wyspy Fernandina. Tutaj zasady się zmieniają. Jest płytko. Maksymalnie dziesięć metrów. Ale przybój (surge) to koszmar.

Fale Pacyfiku uderzają bezpośrednio w wulkaniczną linię brzegową. Energia przenosi się pod wodę. Rzuca tobą trzy metry w przód. Wstrzymujesz oddech, zapierasz się płetwami i czekasz, aż zostaniesz wessany trzy metry w tył. Powtarzasz ten cykl w kółko. Utrzymanie pozycji wymaga brutalnej siły mięśni głębokich (core strength).

Spoglądasz na głazy. Są pokryte legwanami morskimi.

To jedyne jaszczurki morskie na planecie. Wyglądają jak małe, wściekłe Godzille. Nurkują w lodowatej wodzie, wbijają potężne, ostre jak brzytwa pazury w skały i wygryzają gęste, zielone algi prosto z rafy. Ignorują miażdżący przybój. Ignorują nas. Zostają pod wodą do trzydziestu minut, a ich czarne łuski idealnie wtapiają się w ciemny bazalt. Widok gada wstrzymującego oddech w lodowatej, gwałtownie ruszającej się wodzie, tylko po to by zjeść trawę morską, to coś, co zobaczysz tylko tutaj.

Legwan morski pod wodą

Dziwadła z głębin

Punta Vicente Roca to miejsce, gdzie sprawy stają się naprawdę dziwne. Woda tutaj jest zazwyczaj najzimniejsza na całej trasie. Wykonujesz wejście ujemne (negative entry) tuż przy pionowej ścianie klifu, która opada setki metrów w otchłań.

Spadasz w ciemnozielony mrok. Do trzydziestu metrów. Ciśnienie mocno dociska skafander do skóry. Zimno staje się fizycznym bólem w stawach.

Szukasz Mola alexandrini. Gigantycznego samogłowa oceanicznego. Wielu nurków mylnie nazywa je Mola mola, ale prawdziwe giganty pływające u wybrzeży wyspy Isabela to samogłowy południowe.

Wyglądają jak błąd ewolucji. Wielki, płaski dysk szarego mięsa bez płetwy ogonowej, jedynie z ogromnymi płetwami grzbietową i odbytową, które machają synchronicznie. Mogą ważyć dwie tony. Wypływają z lodowatych głębin, by zostać oczyszczone przez wargacze. Kiedy go dostrzeżesz, czujesz się jak podczas spotkania z obcym. Wielkie, nie mrugające oko gapi się na ciebie, gdy ten gigantyczny talerz unosi się w mroku. Musisz ostro pracować płetwami przeciwko prądowi zstępującemu (downwelling), żeby utrzymać się na trzydziestu metrach, gapiąc się na rybę, która przeczy wszelkim zasadom aerodynamiki.

Sprzęt i harówka

Nie pokazuj się na mojej łodzi z płetwami dzielonymi (split fins). Nie pokazuj się w cienkiej, trzymilimetrowej piance. Potrzebujesz pancerza. Potrzebujesz napędu.

Potrzebujesz sztywnych, ciężkich płetw, by przebić się przez gęstą wodę. Potrzebujesz siedmiomilimetrowej pianki, która leży idealnie. Kaptur jest obowiązkowy. Rękawice kevlarowe są obowiązkowe. Chwytamy surowe, wulkaniczne skały, by nie dać się porwać w błękit. Bez nich twoje delikatne dłonie zostaną pocięte w kilka sekund.

Oto zestawienie tego, z czym przyjdzie ci się zmierzyć w naszych głównych miejscach. Zapamiętaj to.

Miejsce nurkowePoziom prąduTemp. wody (°C)Gatunki doceloweZasada przetrwania
Wolf IslandBrutalny / Pralka18 - 24Głowomłoty, OrlenieOpróżnij BCD, natychmiast w dół.
Pillars of EvolutionSilny / Ciągnący20 - 25Rekiny wielorybie, Rekiny jedwabisteZostań za skałami. Nie daj się wypchnąć w górę.
Cabo DouglasEkstremalny przybój15 - 18Legwany morskie, Lwy morskieNapnij mięśnie brzucha. Zgraj płetwy z przybojem.
Punta Vicente RocaPrądy zstępujące13 - 16Samogłowy olbrzymie, Koniki morskieStale kontroluj głębokościomierz.

Twarda lekcja w błękicie

Widziałem, jak Galapagos łamało zbyt pewnych siebie nurków. Widzę to w każdym sezonie.

Kilka lat temu nurkowaliśmy na północnych wyspach. Prąd rwał potężnie z południowego wschodu. Podczas odprawy spojrzałem każdemu nurkowi w oczy. Kazałem im szybko schodzić, dotrzeć do piętnastu metrów, znaleźć skałę i się trzymać. Specjalnie ostrzegałem przed prądem zstępującym (downwelling) na rogu rafy.

Mieliśmy na pokładzie faceta. Nazwijmy go Dave. Dave miał na koncie pięćset nurkowań na Karaibach. Dave miał zestaw fotograficzny wielkości kuchenki mikrofalowej. Dave myślał, że wie lepiej niż przewodnik.

Zrobiliśmy przewrót. Opróżniłem kamizelkę i ruszyłem w dół. Wyjrzałem za siebie. Dave był na pięciu metrach, dryfował jak korek, majstrując przy ramionach lamp błyskowych.

Prąd porwał go natychmiast. Przeciągnął go nad rafą prosto w strefę prądu zstępującego.

Zostawiłem grupę kurczowo trzymającą się skał i popłynąłem w błękit. Musiałem sprintować. Płuca mi płonęły. Łydki wyły z bólu pod naporem sztywnej gumy moich płetw. Uderzyłem w krawędź prądu zstępującego i poczułem, jak woda chwyta moje płetwy i wciąga mnie w dół. Zobaczyłem bąbelki Dave’a. Nie leciały ku powierzchni. Prąd był tak silny, że wciągał jego wydech prosto w głębinę.

Dave był w pełnej panice. Machał nogami jak szalony. Miał wielkie oczy za szybą maski. Był na dwudziestu pięciu metrach i szybko spadał.

Wypuściłem całe powietrze z BCD, spadłem jak kamień i uderzyłem w niego od tyłu. Chwyciłem za zawór jego butli, żeby przejąć kontrolę. Nacisnąłem przycisk inflatora w jego BCD. Potem w swoim. Nic się nie stało. Prąd zstępujący był silniejszy niż wyporność naszych skrzydeł. Rozważałem zrzucenie jego balastu. Ale niekontrolowane wystrzelenie z dwudziestu pięciu metrów prawdopodobnie skończyłoby się dla nas obu ciężką chorobą dekompresyjną lub urazem ciśnieniowym płuc (lung overexpansion injury).

Musiałem płynąć. Płynąłem z całej siły. Ciągnąłem jego ciężki zestaw foto, jego bezwładne ciało i własny sprzęt przeciwko sile, która chciała nas obu pogrzebać. Pięliśmy się metr po metrze. Komputer piszczał gniewnie. Zapas powietrza gwałtownie malał. Wydostanie się z tego ciągu i dotarcie do bezpiecznej, płytkiej rafy zajęło trzy męczące minuty.

Wynurzyliśmy się. Dave zwymiotował słoną wodą i śniadaniem. Do końca wyjazdu nie dotknął aparatu.

Oceanu nie obchodzi twój logbook. Oceanu nie obchodzi, jak drogi masz aparat. Jeśli nie będziesz szanować potęgi Pacyfiku, on cię zmiażdży.

Potężny samogłów oceaniczny

Zapracuj na swoje płetwy

Właśnie dlatego Galapagos jest celem ostatecznym.

Odziera cię z komfortu. Zmusza do całkowitego skupienia na oddechu, pływalności i wytrzymałości fizycznej. Na każde spotkanie musisz sobie zapracować. Marzniesz, walczysz, zostawiasz trochę krwi na skałach.

Ale wtedy piętnastometrowy rekin wielorybi przysłania słońce nad tobą. Albo stado delfinów butlonosych przebija się przez ścianę głowomłotów. Albo lew morski kręci piruety w twoich bąbelkach, szydząc z twoich powolnych, ludzkich ruchów.

W tych chwilach zimno znika. Pieczenie w nogach ustaje. Zdajesz sobie sprawę, że siedzisz w surowym, tętniącym sercu oceanu. Obserwujesz, jak obracają się tryby planety. Tu nie ma zoo. Tu nie ma kontrolowanego środowiska. To czyste, niefiltrowane przetrwanie.

Trenuj nogi. Sprawdź sprzęt. Zaakceptuj zimno.

Kiedy będziesz gotowy na heavy metal, wyspy będą czekać. Tylko pamiętaj, żeby opróżnić BCD, zanim uderzysz o wodę.